Cześć!
Przez dość długi czas zastanawiałam się nad sensem tworzenia kolejnego paznokciowego bloga z racji milionów już istniejących... Dziś uznałam, że co mi tam, nikt na to monopolu nie ma, a dla mnie będzie to bardziej albumem własnych malowideł i jakąś taką pamiątką po godzinach spędzonych nad lampą niż autoreklamą ;)
A jeśli komuś się przy okazji spodobają czy (olboga!) zainspirują to się ogromnie ucieszę.
Po czasach podstawówki, kiedy to namiętnie zjadałam własne pazury, dotarło do mnie, że jednak spoko by było mieć zadbane dłonie i że (uwaga, uwaga) 12 letniej dziewczynie nie wypada już ich dziobać. To też zaczęłam zapuszczać (tutaj podziękowania za zajebiste geny) i na szczęście okazało się, że naturalnie mam bardzo grubą, zdrową płytkę. Nie powiem, nosiłam szponki, a koleżanki zazdrościły. Później niestety praca nie sprzyjała częstym malowaniom i tym bardziej długim paznokciom więc zaryzykowałam z hybrydami. Oszczędność czasu i idealny wygląd hybrydy przez kilka tygodni sprawił, że gdzieś od dwóch lat nie miałam na paznokciach klasycznego lakieru.
Myślę, że moja historia nie różni się za bardzo od waszych.... no może z wyjątkiem tej podstawówkowej namiętności.
Jako pierwsze wlatują maziaje wykonane w całości hybrydami Semilaca:
082- Luminous Cyclamen
148- Night Euphoria
001- Strong White
Osobiście jestem zakochana w kolorze Night Euphoria. Dziewuchy, sprawdźcie go. Cudnie odbija światło. Ale ja to w ogóle sroka jestem, uwielbiam wszystko, co się świeci ;)
Komentarze
Prześlij komentarz